Propozycje zimowych zabaw z maluchami

Zimą wielu rodziców ogranicza wyjścia dziecka na dwór i spędza z nimi znacznie mniej czasu na świeżym powietrzu niż wiosną czy latem. Zupełnie niesłusznie. Zima to wspaniały czas do zabawy – nie tylko pozwala dziecku poznawać nowe warunku otoczenia (zimny śnieg, wyciszenie kolorystyczne itp.), ale również sprzyja hartowaniu i kształtowaniu odporności [1, 2, 3]. Jeżeli na zewnątrz panuje lekki mróz i nie jest bardzo wietrznie nie ma przeciwwskazań, by pozwalać dziecku bawić się na podwórku. Jak zachęcić malucha do tego, by dobrze bawił się w takich okolicznościach? Jak zawsze, zależy to oczywiście od wieku.

Z niemowlętami nie możemy się oczywiście bawić w klasyczne gry śnieżne, ale jeśli pogoda temu sprzyja, warto dziecko (o ile akurat nie śpi) wyciągnąć z wózka i pokazać mu nieco świat pokryty białym śniegiem. Można nawet pokusić się o to, by maluszek przekonał się, czym jest śnieg… na własnej skórze. W tym celu warto podejść z nim do ośnieżonej, cienkiej gałązki drzewa lub krzewu i strzepnąć trochę śniegu – tak, by osypał się tuż przed jego oczami i dostarczył dziecku ciekawych wrażeń. Można również uchwycić delikatnie rączkę dziecka i pozwolić i jemu strzepnąć nieco śniegu z gałązki. Jeśli warunki atmosferyczne temu sprzyjają można nawet ściągnąć rękawiczkę malucha i pozwolić mu dotknąć zimnego, białego puchu. Warto jednak pamiętać, aby taki kontakt nie trwał długo żeby nie wychłodzić kilkumiesięcznego dziecka.

Ze starszymi dziećmi możemy bawić się w bardziej klasyczne zabawy śnieżne. Klasyczne nie znaczy wcale „nudne”, bo dzieci od pokoleń kochają lepienie bałwana, budowanie igloo, zjeżdżanie na sankach czy odciskanie aniołów w śniegu. Nawet młodsze dzieci mogą uczestniczyć w wielu z tych zabaw, na przykład jeśli już stabilnie siedzą można je pociągać na sankach, o ile posiadają one odpowiednie podparcie. Warto jednak pamiętać, że maluch przewożony w sankach powinien być ubrany znacznie cieplej, niż osoby, które się poruszają, a także cieplej niż gdy jest przewożony w wózku, który zapewnia osłonę przed wiatrem i chłodem.

Poza klasycznymi zabawami zimowymi, warto wprowadzić nieco urozmaiceń. Ciekawym pomysłem na mroźne dni jest wlanie razem z dziećmi pofarbowanej (farbkami lub barwnikami spożywczymi) wody do kolorowych baloników, a następnie wyniesienie ich na podwórko. Baloniki powinny być pozostawione w ustronnym miejscu przynajmniej na noc. Następnego dnia za pomocą nożyczek można rozciąć powierzchnię balona i podziwiać kolorowe lodowe kule, które pobudzą zmysły dzieci i dostarczą im ogromnej rozrywki.

Innym, mniej typowym pomysłem na zabawę na śniegu jest zbudowanie śniegowej latarni. W tym celu należy ulepić ze śniegu dużą liczbę niewielkich kulek. Następnie na podłożu umieszcza się źródło światła – to może być latarka, lampka kempingowa lub lampion na baterię. Takie źródło światła następnie okłada się śniegowymi kulkami na kształt piramidy. W pochmurny dzień albo późnym popołudniem gdy jest nieco ciemniej śniegowa latarnia dostarczy dzieciom niezwykłych wrażeń estetycznych.

Co jednak robić z dziećmi zimą gdy pogoda naprawdę nie sprzyja spacerom? Na przykład, gdy temperatura spada poniżej -15oC, wieje silny wiatr lub pada stosunkowo częsty w Polsce deszcz. Wtedy warto zapewnić dzieciom rozrywkę w zamkniętych pomieszczeniach. Należy jednak pamiętać, że nawet przy bardzo niesprzyjającej pogodzie dzieciom należy często wietrzyć pomieszczenia, zapobiegać przegrzaniu i w miarę możliwości zapewnić choć krótkie wyjścia na świeże powietrze [2, 3].

Wśród zabaw domowych warto dobrać takie, które tematyką będą związane z zimą. Świetnym pomysłem może okazać się wspólne budowanie szklanych kul. Do tego celu należy zgromadzić proste akcesoria: słoik, wodę destylowaną lub przegotowaną, glicerynę, brokat lub sztuczny śnieg, klej (najlepiej specjalny klej w „pistolecie”, obsługiwany przez osobą dorosłą), a także figurki, które zechcemy umieścić wewnątrz kuli. Figurki te należy przykleić od spodu do pokrywki słoika, a następnie sam słoik wypełnić wodą z kroplą gliceryny i brokatem. Całość należy zakręcić, a pokrywkę warto ładnie udekorować. Tak wykonane szklane kule dają dzieciom dużo satysfakcji i cieszą estetycznym wyglądem przez całą zimę.

Inną bardzo prostą, ale lubianą przez dzieci domową zabawą grupową są „zimowe kule”. Do jej przeprowadzenia potrzebnych jest kilka białych balonów (białych ze względu na to, że mają one imitować kule ze śniegu) oraz białe prześcieradło. W zabawie powinno uczestniczyć co najmniej czworo dzieci, które są już na tyle samodzielne by samodzielnie uchwycić róg prześcieradła i wykonywać proste polecenia. Zadanie polega na podrzucaniu balonów na prześcieradle, na turlaniu ich z jednej strony na drugą, na zrzucaniu ich z powierzchni prześcieradła – za każdym razem bez dotykania samych balonów. Dodatkowo osoba dorosła, która moderuje zabawę może zachęcać dzieci by raz potrząsały prześcieradłem mocno, a raz bardzo delikatnie; by raz podnosiły je bardzo wysoko, a innym razem – bardzo nisko.

Zimą sprawdzą się również bardzo proste zabawy imitujące śnieżne warunki jakie panują na zewnątrz. Lubianym przez dzieci pomysłem jest darcie białych kartek papieru na malutkie kawałeczki przypominające płatki śniegu, a następnie nakładanie ich na dłoń i dmuchanie tak, by obsypać papierowym śniegiem kolegę, koleżankę lub opiekuna. Zabawa ta jest w przypadku maluszków dobrym pomysłem nie tylko dlatego, że dzieci lubią efekt osiągany dzięki dmuchaniu w kogoś śniegiem, ale również dlatego, że ćwiczy wydychanie powietrza z odpowiednią siłą i w odpowiednim kierunku.

Zabawy domowe sprawdzą się również u tych dzieci, które nie mogą wychodzić z domu ze względu na zimowe przeziębienie. Warto jednak pamiętać, że nic nie zastąpi maluchowi świeżego powietrza i jeśli tylko pogoda oraz zdrowie dziecka na to pozwalają, warto zabierać dziecko na podwórko i pozwolić mu jak najwięcej bawić się na śniegu.

 

Bibliografia

 

  1. Sochocka, L., & Gruszka, J. (2015). Wybrane metody profilaktyki niedoboru witaminy D u dzieci w wieku przedszkolnym podejmowane przez ich rodziców. Medycyna Środowiskowa-Environmental Medicine, 18(2), 26-31.
  2. Demel, M. (2008). Program zajęć pozalekcyjnych „W zdrowym ciele zdrowy duch”. Rybnik, 1-8.
  3. Golonka S., Surma H. (2017). Program profilaktyczny „Zdrowy i bezpieczny przedszkolak”. Strzeszów, 2-9.

NVC – czym jest porozumienie bez przemocy (Nonviolent Communication) i dlaczego warto je stosować w odniesieniu do dzieci?

NVC czyli porozumienie bez przemocy nazywane jest również empatyczna komunikacją, komunikacją konstruktywną lub językiem serca. Takie nazewnictwo wynika właśnie z tego, że osoby realizujące NVC starają się nawiązać ze sobą kontakt oparty nie na konflikcie, ale na zrozumieniu i szacunku. Przewaga rozwojowa i intelektualna dorosłego opiekuna nad małym dzieckiem jest oczywista, jednakże nie oznacza ona, że dorosły powinien traktować ją jako powód do traktowania dziecka z góry i nie uważania go za równorzędnego partnera w rozmowie [1, 2, 3].

Porozumienie bez przemocy zakłada, że potrzeby osób, które komunikują się ze sobą powinny zostać zaspokojone w pokojowy sposób. Dzięki temu kontakt z dzieckiem cechuje się wysoką jakością i sprzyja budowaniu więzi. Stosowanie NVC w komunikacji z maluchem jest proste, jednak wymaga pewnej praktyki i posiadania pewnych podstaw teoretycznych. Twórcza metody – Marshall Rosenberg założył, że aby poprawnie realizować konstruktywna komunikację należy posługiwać się metodą 4 kroków. Po pierwsze, należy odnieść się do faktów, do obserwacji związanych z danym wydarzeniem. Po drugie, dąży się do wyrażenia uczuć osób uczestniczących w komunikacji. Po trzecie, ważne jest wyrażenie swoich potrzeb. Czwartym, ostatnim krokiem stosowanym w porozumieniu bez przemocy jest formułowanie jasnej, konstruktywnej prośby [1, 2, 3].

Bardzo istotnym aspektem stosowania NVC jest uwzględnienie potrzeb obu stron komunikacji. Warto podkreślić, że choć dziecko jest pełnoprawnym uczestnikiem komunikacji, to zadaniem dorosłego jest moderowanie rozmowy w taki sposób, by spełniała ona założenia porozumienia bez przemocy. Dzieci, praktykując z opiekunami stosowanie tej metody, same również się jej uczą. W wielu przypadkach rodzic lub opiekun nie reprezentuje ani odbiorcy, ani nadawcy komunikatu, ale raczej moderuje kontakt pomiędzy dziećmi.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której dwoje dzieci przybiega do nas z płaczem i pretensjami. Są wyraźnie skonfliktowane, a jedno z nich (załóżmy, że będzie to dziewczynka) donosi, że kolega ścisnął ją mocno za rękę. Chłopiec z kolei zaprzecza temu. W takiej sytuacji rola opiekuna mogłaby sprowadzać się do sędziego, który rozsądza winę i wymierza sprawiedliwość i często w klasycznie rozumianym postępowaniu wychowawczym tak właśnie by się stało. Chłopiec najprawdopodobniej dostałby naganę za to, że „nie umie się ładnie bawić”, a dziewczynce polecono by żeby nie płakała z byle powodu. Dlaczego taka sytuacja jest całkowicie niewskazana? Po pierwsze, każde z dzieci czułoby się pokrzywdzone i niedostatecznie wysłuchane. Po drugie, potrzeby żadnego z dzieci nie zostałyby zaspokojone. Po trzecie zaś, konflikt pomiędzy rówieśnikami w zasadzie nie zostałby rozwiązany, a koledzy nie chcieliby się ze sobą zapewne bawić jeszcze przez dłuższy czas.

Porozumienie bez przemocy zakłada natomiast, że pierwszym krokiem powinno być poproszenie obojga dzieci po kolei, by opisały same fakty – co się konkretnie wydarzyło, jak to wyglądało, w jaki sposób chłopiec chwycił za rękę dziewczynkę i w jakich okolicznościach. Po drugie, należy poprosić dzieci o to, by powiedziały, jak się czuły w tej sytuacji. Być może już na tym etapie okaże się, że kolega po prostu chciał się pobawić z rówieśniczką i złapał ją mocno za rękę, by pociągnąć w swoją stronę i by zaproponować zabawę. Jednak jako dziecko energiczne, włożył w to zbyt wiele siły, przez co sprawił koleżance ból i przykrość.

Jeżeli do powyższych ustaleń nie dojdzie na etapie drugim, prawdopodobnie dojdzie do nich podczas realizacji trzeciego kroku, czyli na etapie analizowania potrzeb. Być może potrzeby dziewczynki pozostawały w danym momencie w sprzeczności z potrzebami chłopca – chciała się pobawić swoją lalką lub dokończyć zamek z piasku. Te ustalenia są ważną składową dochodzenia dzieci do porozumienia. Na ostatnim kroku należy skupić się na konkretnych prośbach, które mogą sformułować dzieci lub opiekun może im w tym pomóc.

Warto podkreślić, że porozumienie bez przemocy nadaje się do komunikacji z dziećmi w zasadzie w każdym wieku. Nawet maluszki, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z werbalną komunikacją mogą być od najmłodszych lat uczone, by rozmawiać z dorosłymi i z rówieśnikami zgodnie z założeniami metody NVC [1, 2, 3].

Jakie są konsekwencje stosowania porozumienia bez przemocy? Można wyróżnić co najmniej cztery różne korzyści, które związane są z wykorzystywaniem konstruktywnej komunikacji. Po pierwsze, dziecko nauczy się uświadamiać sobie swoje uczucia i potrzeby. Każde działanie, a szczególnie takie, które wykonywane jest przez małe dziecko dąży do zaspokojenia jakieś potrzeby. Na przykład, dziecko biega po pokoju i „rozrabia”, ponieważ chce zwrócić na siebie naszą uwagę, zaspokajając w ten sposób potrzebę bliskości, bezpieczeństwa, bycia ważnym. Co więcej, również rodzic nauczy się lepiej rozumieć potrzeby i uczucia malucha jeżeli od początku będzie się z nim komunikował zgodnie z zasadami NVC [1, 2, 3].

Po drugie, dzięki konstruktywnej komunikacji dziecko uczone jest empatii. Maluch, który poznaje uczucia i potrzeby innych osób staje się ich bardziej świadomy i bardziej otwarty na ich realizowanie. Szczególnie istotne w tym zakresie jest unikanie osądzania czy krytykowania. Potrzeby istnieją i nic tego nie zmieni. Zmienić można jedynie sposób dążenia do ich zaspokajania [1, 2, 3].

Po trzecie, dziecko komunikujące się zgodnie z zasadami porozumienia bez przemocy uczy się zrozumienia i szacunku. Co bardzo istotne, uczy się również, że i ono jest szanowane i rozumiane. Jeżeli rodzic nie wykorzystuje swojej przewagi by okazać wyższość, maluch pojmuje, że niezależnie od tego, że opiekunowie są starsi i o wielu sprawach wiedzą więcej, on jako rozmówca traktowany jest równorzędnie. Takie podejście sprzyja również późniejszej gotowości do współpracy ze strony dziecka [1, 2, 3].

Po czwarte, odnosząc się do opisanego powyżej przykładu konfliktu pomiędzy kolegą a koleżanką należy podkreślić, że porozumienie bez przemocy pomaga konstruktywnie rozwiązywać konflikty. Zadaniem opiekuna nie musi być bowiem rozstrzygnięcie spory, znalezienie winnych i wyciągnięcie konsekwencji, ale nauczenie dzieci, że w odniesieniu do każdego konfliktu istnieje strategia postępowania, która nie krzywdzi żadnej ze stron [1, 2, 3].

 

Bibliografia

 

  1. Rosenberg, M., & Chopra, D. (2015). Nonviolent Communication: A Language of Life: Life-Changing Tools for Healthy Relationships. PuddleDancer Press.
  2. Lee, C. A., Kessler, C. M., Varon, D., Martinowitz, U., Heim, M., ROSENBERG, M., & Molho, P. (1998). Nonviolent (empathic) communication for health care providers. Haemophilia, 4(4), 335-340.
  3. Jedynak, A. (2009). Porozumienie bez przemocy. Uniwersytet Warszawski. Etyka, 42 23-46.

Rola masażu we wspieraniu rozwoju i budowaniu więzi. Część 2: dzieci w wieku poniemowlęcym

O masażu niemowląt słyszy wielu rodziców – część z nich dowiaduje się o nich jeszcze w szkołach rodzenia, część już na oddziałach porodowych lub pediatrycznych. Jednakże niewielu opiekunów stosuje masaż u dzieci nieco starszych – tych, które już wyszły z wieku niemowlęcego. W natłoku codziennych obowiązków jest to zrozumiałe, jednakże warto zastanowić się, czy taka forma bliskości, relaksacji i zarazem zabawy z dzieckiem nie może zostać wprowadzona do codziennych rytuałów.

Wpływ dotyku i masażu na rozwój małych dzieci jest nie do przecenienia. Liczne badania wykazały, że maluszki, które są dotykane i masowane nie tylko lepiej rozwijają się ruchowo czy sensorycznie, ale również są bardziej odporne i łatwiej się uczą [1, 2, 3]. Rodzice, którzy wykonywali masaż u niemowląt nie muszą tak naprawdę wiele zmieniać w technice wykonywania tych czynności u dzieci starszych (więcej na temat metody masowania niemowląt – w pierwszej części artykułu). Warto jednak zwrócić uwagę, że dzieci starsze, które są już bardziej ruchliwe, mobilne, sprawniejsze, ale też bardziej samodzielne mogą w wielu przypadkach „pomóc” rodzicom w przeprowadzanym przez nich masażu.

Poza typowym gładzeniem, głaskaniem i muskaniem dłońmi opiekuna u dzieci starszych można wprowadzić również różne akcesoria, które nie tylko bardzo dobrze wpłyną na rozwój i percepcję dziecka, ale również – będą dla niego bardziej atrakcyjne niż same dłonie rodzica. Takimi akcesoriami mogą być specjalne, gumowe piłeczki „kolczatki”, gotowe, drewniane akcesoria do masażu w kształcie kuleczek, nieregularnych kształtów, zębatek itp. Poza typowym masowaniem ciała dziecka – czy to z pomocą dłoni, czy dodatkowych akcesoriów – warto również stosować masaż będący jednocześnie zabawą pobudzającą sensorycznie. Przykładem wyposażenia, które można prosto wykonać na potrzeby masażu stóp i dłoni dziecka może być miska z nieugotowaną fasolą lub z kasztanami. Dziecko włada rączki lub nóżki do tego typu miski i doświadcza nie tylko przyjemnych doznań, ale również stymulacji sensorycznej [4].

Warto również pamiętać, że masaż u dziecka w wieku poniemowlęcym może być również świetną zabawą integrującą z rówieśnikami. Dzieci uczęszczające do żłobka, przedszkola albo do klubów malucha mogą wzajemnie wykonywać sobie masaż, który jest zarazem elementem rozrywki. Przykładową formą zastosowania takiego masażu jest poproszenie dzieci, by połączyły się w pary w taki sposób, aby jedno z dzieci narysowało (palcem albo zamkniętym pisakiem) drugiemu na plecach ulubionego bohatera bajki, jakąś scenkę lub literkę. Taka zabawa może być przyjemnym doznaniem, a dodatkowo można ją wzbogacić zachęcając dzieci do zgadywania odczuwanych kształtów. Innym pomysłem jest pokazywanie dzieciom kształtów abstrakcyjnych, na przykład szlaczków, fal, kółek itp., a następnie poproszenie ich żeby takie same figury spróbowały narysować na plecach kolegi lub koleżanki. Po przeprowadzeniu zabawy, dzieci zamieniają się rolami [5].

Wielu opiekunów mogłoby zastanawiać się, czy przy takim deficycie czasu, jakiego obecnie doświadczamy warto wykonywać u dzieci masaże; czy ich efekty są współmierne do nakładu pracy i czasu. Liczne badania dowodzą, że tak. Masaż jest bardzo zalecany u dzieci nadpobudliwych albo bardzo energicznych, a także takich, które są bardzo emocjonalne i często mają problemy z wyrażeniem lub poprawnym opisaniem swoich uczuć. Ponadto, masaż poprawia wentylację dziecka, usprawnia funkcjonowanie układu odpornościowego, poprawia przemianę materii, wspomaga trawienie, zapobiega zaparciom, rozluźnia mięśnie (na przykład, przy bólu brzuszka) [6].

Ponadto, masaż sprzyja prawidłowemu napięciu mięśniowemu. Dotyczy to zarówno dzieci mających problemy z nadmiernym pobudzeniem mięśniowym, jak i u tych, które są predysponowane do opóźnienia rozwoju. Tym samym, masaż może uzupełniać rehabilitację medyczną, ale nie oznacza to, że zaleca się go tylko u dzieci, które wykazują jakieś problemy rozwojowe lub są do nich predysponowane. Przeciwnie, masaż zalecany jest niemal bez jakichkolwiek przeciwwskazań i może stanowić bardzo przyjemny element dnia. Co więcej, jeśli rodzic i dziecko praktykowali masowanie od wielu niemowlęcego, masaż może bardzo ułatwić maluchowi przestawienie się z trybu wysokiej, dziennej aktywności do trybu wyciszenia i senności, który poprzedza pójście do łóżeczka [6].

Warto podkreślić, że masaż dziecka przynosi pozytywne korzyści nie tylko dziecku, ale również opiekunowi. Badania wykazują, że rodzice, którzy wykonują u swoich dzieci masaż czują się pewniej jako opiekunowie, mają lepszą wiarę w swoje umiejętności opiekuńcze i wychowawcze, a także lepiej potrafią rozpoznać potrzeby dziecka. Dodatkowym atutem przeprowadzania u dzieci masażu jest uspokajający efekt, który odnosi się również do rodziców. Warto również podkreślić, że dzieci i rodzice, których łączą chwile wspólnego masażu łatwiej nawiązują ze sobą więź emocjonalną [6].

Czy są jednak jakieś przeciwwskazania do wykonywania u dziecka masażu? Jest ich bardzo niewiele. Po pierwsze, choć masaż pomaga dzieciom się uspokoić, nie należy go wykonywać u dzieci, które są w danym momencie bardzo aktywne i wokół których obecnie bardzo wiele się dzieje. Przykładowo, gdy dziecko jest w trakcie zabawy z rówieśnikami, gdy w domu są goście lub gdy w otoczeniu są obecne inne silnie pobudzające bodźce nie należy nakłaniać dziecko, by na siłę się uspokoiło i zrelaksowało. Lepiej poczekać do godzin popołudniowych lub wieczornych, przygasić światła, włączyć spokojną muzykę i stworzyć wokół tego wydarzenia relaksującą atmosferę.

Po drugie, warto mieć na uwadze, że wykonywanie masażu u dziecka chorującego powinno być poprzedzone konsultacją z lekarzem. Przykładowo, nie należy wykonywać masażu u dziecka, które właśnie gorączkuje, ponieważ trudno będzie mu zapewnić odpowiedni komfort termiczny, a ponadto – dziecko może być za słabe, by czerpać przyjemność z masażu. Podobnie, należy unikać wykonywania masażu w sytuacjach, w których dziecko może czuć się obolałe, na przykład przy grypie, ale także po stłuczeniach i innych podobnych obrażeniach.

 

Bibliografia

 

  1. Zagórska, B. (2013). Znaczenie dotyku we wspomaganiu rozwoju dziecka oraz jego zastosowanie w wybranych rodzajach terapii. Kultura i Wychowanie, 5, 179-192.
  2. Augustyniuk, K., Jurczak, A., Grochans, E., Ćwiek, D., & Kiepura, E. (2015). Sposoby komunikowania się matki i dziecka po porodzie. Przegląd Naukowo-Metodyczny, 3/2015 (28), 213-240.
  3. Paczkowska, A., & Szmalec, J. (2014). Rola dotyku w rozwoju małego dziecka–masaż jako najstarsza i najdoskonalsza forma komunikowania się z dzieckiem. Hygeia Public Health, 15-18.
  4. Kapica, M. (2010). Integracja sensoryczna. ZSS w Kadłubie: 1-5.
  5. Dziduch A., Grodzka A. (). Zajęcia warsztatowe „Trening Umiejętności Poznawczych i Społecznych”. Być zdolnym – wspierać zdolnych: 71-103.
  6. Hartman A. (2008). Metoda Shantali–włączmy rodzica w proces rehabilitacji i optymalnej pielęgnacji dziecka! Wielkopolska Izba Lekarska, 12: 18.

Rola masażu we wspieraniu rozwoju i budowaniu więzi. Część 1: niemowlęta

Dotyk jest pierwszym zmysłem, jaki rozwija się u dziecka jeszcze w łonie matki. W pierwszych chwilach po porodzie pozostaje on nadal najważniejszym ze wszystkich zmysłów. Dotyk nie tylko zapewnia dziecku poczucie bezpieczeństwa, ale również wpływa na stymulowanie jego rozwoju i służy jako bardzo ważne narzędzie komunikacyjne. Maluszek w pierwszych tygodniach po porodzie nie potrafi sprawnie ocenić położenia swojego ciała – zarówno poszczególnych jego części względem siebie, jak i całego ciała w odniesieniu do otoczenia. Dlatego dotyk opiekuna (u noworodków – szczególnie mamy, której dotyk i zapach dziecko pamięta z życia płodowego) jest tak bardzo istotny w jego rozwoju [1].

Rola dotyku w rozwoju malucha jest tak znaczna również dlatego, że zmysł ten jest skorelowany z kilkoma odruchami, z jakimi noworodek przychodzi na świat. Poza znanym powszechnie odruchem ssania, dziecko posiada również tak zwany odruch przywierania. Polega on na tym, że maluszek, który doświadcza kontaktu z opiekunem, stara się go jakby uchwycić, przytrzymać i przywrzeć do niego całą powierzchnią ciała. Taka reakcja związana jest również z odruchem Moro, w którym – po zadziałaniu gwałtownego bodźca dziecko rozrzuca na boki rączki i nóżki, jednak reakcja ta ustępuje gdy zostanie przytulone i ukojone [1].

Dorosłej osobie trudno sobie wyobrazić, jak małą świadomość własnego ciała i położenia ma noworodek, jednak należy pamiętać, że u tak małych dzieci układ nerwowy nie jest jeszcze w pełni rozwinięty i bardzo wskazane jest wspomaganie maluszka w tym rozwoju [2, 3]. Poza kangurowaniem, przytulaniem i kołysaniem dziecka warto wprowadzać już od pierwszych dni jego życia masaż, jako wspaniałą formę relaksacji, stymulowania rozwoju, ale też doskonałą okazję do nawiązywania więzi pomiędzy noworodkiem a jego opiekunem [2]. Warto zauważyć, że taka forma spędzania czasu może być relaksująca nie tylko dla dziecka, ale również dla jego opiekuna. W takim razie – jak należy przeprowadzać masaż?

Z jednej strony właściwe, delikatne dotykanie dziecka jest kwestią instynktowną i mama lub tata nie potrzebuje specjalnego przeszkolenia by dobrze masować swoje dziecko. Jednak warto zwrócić uwagę na kilka wskazówek, które mogą ułatwić przeprowadzenie tej miłej czynności oraz uatrakcyjnić jej przebieg.

Bardzo istotnym aspektem masażu jest dobranie właściwych warunków i okoliczności. Nie należy masować maluszka gdy jest głodny, zdenerwowany, gdy ma pełną pieluszkę, kolkę lub gdy dookoła dużo się dzieje. Warto wybrać popołudniową lub wieczorną porę dnia – bardzo dobrym pomysłem jest przeprowadzenie masażu po wieczornej kąpieli. Pomieszczenie, w którym wykonamy masaż powinno być ciepłe i pozbawione jakichkolwiek przeciągów. W przeciwnym razie maluszek może mieć problemy ze zrelaksowaniem się. Warto zadbać o lekko przygaszone światła, a nawet miłą muzykę, którą można zastąpić czułym szeptem lub własnymi kołysankami.

Choć nie jest to konieczne, warto do masażu wykorzystać oliwkę, która dodatkowo uprzyjemni dziecku doznania, a także spełni funkcje pielęgnacyjną, zwłaszcza jeśli masaż przeprowadzamy po kąpieli. Przed przystąpieniem do masażu należy maluszka delikatnie położyć na pleckach – na miłym w dotyku ręczniku, pieluszce lub kocyku. Przemawiając do niego łagodnie i utrzymując kontakt wzrokowy należy nabrać w zagłębienie dłoni nieco oliwki, a następnie rozgrzać ją w rękach. Masaż najlepiej zacząć od klatki piersiowej, następnie przejść na rączki, brzuszek, nóżki, buzię i główkę. Na koniec warto delikatnie obrócić dziecko na brzuszek i zakończyć masaż dotykając tylnych okolic ciała.

Masaż klatki piersiowej warto rozpocząć od położenia obu dłoni po środku – na wysokości płuc dziecka. Następnie należy przesuwać delikatnie dłonie od środka klatki piersiowej ku bocznym stronom. Ruch powinien być powolny, a dotyk delikatny, ale nie łaskoczący – należy obserwować reakcję maluszka, ponieważ dzieci mogą cechować się różnorodną percepcją i potrzebują doznań o różnorodnej intensywności [4].

Po wykonaniu kilku-kilkunastu powtórzeń głaskania klatki piersiowej warto przejść do tak zwanego głaskania skrzyżnego. W tym celu należy położyć dłoń na prawym biodrze dziecka i delikatnie poprowadzić ruch głaskania na skos – ku lewemu barkowi. Po wykonaniu takiego ruchu należy zmienić strony: głaskać od lewego biodra ku prawemu barkowi. Takich naprzemiennych powtórzeń warto wykonać kilka-kilkanaście [4].

Następnie warto przejść do masażu rączek. W tym celu należy uchwycić jedną z nich obojgiem dłoni – jedna dłoń nad drugą i przeprowadzić głaskanie przeciwstawne, czyli ruch podobny do odkręcania słoika. Po wykonaniu tego ruchu należy przejść do drugiej rączki i wykonać na każdej z nich kilka-kilkanaście powtórzeń. Należy pamiętać, by nie pomijać dłoni – na nich warto wykonywać tak zwane ćwiczenie „ściągania pierścionków”, czyli delikatne gładzenie paluszków w kierunku od ich podstawy do koniuszków [4].

Bardzo istotnym elementem masażu jest głaskanie brzuszka. U noworodków, a nawet u starszych niemowląt mogą pojawiać się bóle brzuszka, kolki, zaparcia albo niestrawność. Delikatny masaż może im pomóc w tych przypadłościach. W tym celu warto położyć całą dłoń po prawej stronie brzuszka dziecka i wykonać ruch, który przypomina odwróconą literę „U”. taki kierunek ruchu odpowiada przebiegowi jelita grubego, dlatego ułatwia wypróżnianie i zapobiega kolkom [4].

Po masażu brzuszka należy przejść do nóżek, na których warto wykonać ruchy analogiczne do tych, które wykonano przy rączkach dziecka. Następnie warto wykonać delikatny masaż buźki – poprzez położenie dłoni w taki sposób, by oczy, nos i usta znajdowały się pomiędzy nimi. Wykonywany tu ruch kieruje dłonie od środka ku bokom. Ostatnim etapem masażu jest głaskanie plecków i pupy obojgiem dłoni – w taki sposób, że ruch prowadzony jest naprzemiennie – kiedy jedna ręka głaska ku stronie lewej dziecka, druga – ku stronie prawej.

Po zakończeniu masażu należy maluszka ubrać w pieluszkę i ubranka oraz przytulić [4]. Warto podkreślić, że taki masaż może być wykonywany nie tylko u noworodków, ale również u starszych niemowląt. Warto taką praktykę realizować, ponieważ może się ona stać bardzo przyjemnym elementem codziennego rytuału. Docenią go również starsze niemowlęta, które potrafią już zapamiętać, że pewna sekwencja działań prowadzi do pewnych następstw – na przykład, że kąpiel i masaż poprzedzają pójście do łóżeczka i sen.

 

Bibliografia

 

  1. Augustyniuk, K., Jurczak, A., Grochans, E., Ćwiek, D., & Kiepura, E. (2015). Sposoby komunikowania się matki i dziecka po porodzie. Przegląd Naukowo-Metodyczny, 3/2015 (28), 213-240.
  2. Paczkowska, A., & Szmalec, J. (2014). Rola dotyku w rozwoju małego dziecka–masaż jako najstarsza i najdoskonalsza forma komunikowania się z dzieckiem. Hygeia Public Health, 15-18.
  3. Zagórska, B. (2013). Znaczenie dotyku we wspomaganiu rozwoju dziecka oraz jego zastosowanie w wybranych rodzajach terapii. Kultura i Wychowanie, 5, 179-192.
  4. Wilk, I. (2015). Masaż Shantala–charakterystyka i sposób wykonania. Prace poglądowe. Katedra Fizjoterapii i Terapii Zajęciowej Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Puls Uczelni: 31-36.

Dlaczego warto odwiedzić logopedę już w pierwszych miesiącach życia dziecka?

W pierwszych miesiącach życia rozwój języka, gardła i całego aparatu mowy odbywa się z bardzo dużą intensywnością, mimo iż na podstawie zewnętrznych oznak można by sądzić, że mowa jeszcze przez długi czas pozostanie na niezaawansowanym poziomie. U kilkumiesięcznych dzieci pobieranie pokarmu, głużenie, gaworzenie, oddychanie i percepcja świata są czynnościami bardzo zbliżonymi do siebie. Dlaczego? Właśnie z tego powodu, że wszystkie one realizowane są za pomocą ust, języka, policzków, gardła, podniebienia i (wydawanie odgłosów) – za pomocą krtani.

Noworodki przychodzą na świat z wykształconym odruchem ssania, jednak nie oznacza to, że potrafią skutecznie ssać pierś czy smoczek. Podobnie jak wszystkich czynności w życiu, tak i tej muszą się nauczyć dzięki właściwemu treningowi i praktyce. Mięśnie odpowiedzialne za ssanie i połykanie muszą się rozwinąć nie tylko po to, aby maluszek mógł pobierać skutecznie pokarm, ale również dlatego, aby w przyszłości poprawnie posługiwać się aparatem mowy oraz poznawać otaczający do świat. W pierwszych miesiącach życia dziecko nie bez powodu wkłada wszystko do buzi – percepcja realizowana dzięki ustom, językowi i wnętrzu jamy ustnej jest jednym z podstawowych działań sensorycznych. To dzięki niemu maluszek poznaje fakturę, twardość, strukturę, smak i zapach otaczających go przedmiotów.

Widać więc, że prawidłowy rozwój aparatu mowy oraz mięśni jamy ustnej warunkuje rozwój bardzo wielu kluczowych w życiu dziecka czynności. Co więcej, okazuje się, że wśród wymienionych czynności istnieją bardzo ważne powiązania. Przykładowo, rozwój mowy dziecka przebiega szybciej, łatwiej i sprawniej, jeśli na wcześniejszych etapach życia odpowiednio dobrze ćwiczyło ono mięśnie odpowiedzialne za ssanie i połykanie. Z tego powodu wskazane jest karmienie piersią, ponieważ pobieranie pokarmu z sutka jest dla dziecka większym wysiłkiem (a zatem i lepszym treningiem) niż gdy ssie smoczek butelki. Po drugie, nie zaleca się by dziecko długo korzystało ze smoczka uspokajającego, ponieważ nie sprzyja on prawidłowemu rozwojowi mięśni, które w przyszłości będą przez dziecko wykorzystywane do mówienia.

Również wprowadzenie pokarmów stałych (początkowo gładkich papek, stopniowo papek i pulp z grudkami, aż w końcu małych, miękkich kawałków) na odpowiednim etapie sprzyja rozwojowi mięśni żucia, przełykania, a także pozwala dziecku nauczyć się, w jaki sposób poprawnie i bezpiecznie połączyć połykanie i oddychanie. Wszystkie te czynności będą kluczowe w kształtowaniu się mowy dziecka na kolejnych etapach rozwoju.

Z powyższego opisu mogłoby wynikać, że jeśli rodzic postępuje z dzieckiem właściwie, nie ma potrzeby by zdecydować się na wizytę u logopedy z kilkumiesięcznym maluszkiem. Okazuje się jednak, że warto na tak wczesnym etapie udać się na konsultację. Zalety takiej wizyty uzależnione są głównie od wieku dziecka. U noworodków logopeda (ale także doradca laktacyjny) może pomóc stwierdzić, czy dziecko ma prawidłowo zbudowane wszystkie elementy anatomiczne jamy ustnej – na przykład, czy nie ma za krótkiego wędzidełka. U niektórych maluszków zbyt krótkie wędzidełko może być przyczyną problemów ze ssaniem.

Na dalszych etapach rozwoju logopeda może wychwycić subtelne zmiany w funkcjach mowy oraz słuchu, których rodzic nie zauważy. Dlatego podczas pierwszej wizyty logopeda może zbadać, czy dziecko poszukuje źródła dźwięków, czy odwraca w ich kierunku głowę, czy reaguje na nagłe odgłosy. U dziecka dwu-trzymiesięcznego dochodzi do pierwszego przełomu rozwojowego – zaczyna głużyć. Głużenie tym różni się od gaworzenia, że odbywa się bardziej na zasadzie bezwarunkowego wprawiania w drgania strun głosowych, natomiast maluszek nie przeprowadza właściwej kontroli słuchowej nad wydawanymi dźwiękami. Dopiero w wieku pięciu-sześciu miesięcy dziecko zaczyna gaworzyć, czyli wydawać bardziej świadome odgłosy, których równie świadomie słucha. Już na tych dwóch etapach logopeda może pomóc w stwierdzeniu, czy aparat mowy rozwija się u dziecka prawidłowo. Co więcej, warto zauważyć, że dziecko, które nie słyszy lub niedosłyszy również będzie głużyło, a nawet może zacząć gaworzyć. Jednak ze względu na to, że nie słyszy wydawanych przez siebie dźwięków w prawidłowy sposób, po pewnym czasie przestaje realizować te czynności. Rodzice obserwujący, jak ich dziecko zaczyna wydawać odgłosy, a potem nagle przestaje to robić powinni zgłosić się na wizytę do logopedy, by ustalić, czy przyczyną takiego stanu rzeczy nie są właśnie problemy ze słuchem.

Nie tylko zaburzenia słuchowe mogą stać się przeszkodą w prawidłowym wykształceniu mowy dziecka. Bardzo ważną przyczyną mogą być również zaburzenia funkcji motorycznych, a w szczególności tych odpowiedzialnych za prawidłowe oddychanie, połykanie i ssanie. Logopeda może z bardzo dużą wiarygodnością zbadać te funkcje i stwierdzić, czy wszystkie przebiega zgodnie z normą. Oceni sposób połykania oraz może zauważyć szczegóły, które rodzic pominie. Przykładowym zachowaniem świadczącym o możliwych problemach z rozwojem mowy może być ciągłe utrzymywanie uchylonych ust. Taki stan rzeczy może wynikać z obecności w nosogardzieli jakiegoś rodzaju przeszkody, która wpływa na problemy z oddychaniem. W konsekwencji rozwija się osłabienie mięśni unoszących żuchwę oraz mięśni języka odpowiedzialnych między innymi za artykułowanie głosek takich jak „sz”, „ż”, „cz”, „dż” itp. Innym przykładem błaho wyglądającego zachowania, które może okazać się ważne diagnostycznie dla logopedy jest niemożność zbierania przez nieco starsze (kilkuletnie) dzieci okruszków lub pozostałości po napoju z ust. Takie zachowanie często świadczy o zbyt krótkim wędzidełku, które wcześniej nie zostało prawidłowo zdiagnozowane.

Najważniejszą informacja dla rodziców małych dzieci jest to, że wczesna konsultacja w wielu przypadkach pomóc uniknąć późniejszych problemów z rozwojem mowy. Nawet jeśli zaobserwowano u maluszka jakieś wady, bardzo istotne jest jak najwcześniejsze podjęcie działań rehabilitacyjnych. Wczesna diagnostyka sprawia, że nawet u dzieci niesłyszących można dążyć do rozwoju mowy, zaś u niektórych dzieci (na przykład – ze skróconym wędzidełkiem) można wprowadzić masaże i techniki rehabilitacyjne, które tylko na wczesnych etapach wykazują wysoką skuteczność (na przykład, logopedyczny masaż języka).

 

Bibliografia

 

  1. Cieszyńska J., Korendo, M. (2007). Wczesna interwencja terapeutyczna. Stymulacja rozwoju dziecka od noworodka do 6 roku życia. Wydawnictwo Edukacyjne: Kraków
  2. Miałkowska M. (2018). Profilaktyka logopedyczna w pierwszych dwóch latach życia dziecka. Poradnia Logopedyczna, Węgrów: 1-3.
  3. Knopik K. (2016). Krok po kroku… mówię! 1 rok życia. Logo Mowa, 8: 1.

Jakim głosem i tonem należy się zwracać do dziecka?

Jakim głosem i tonem należy się zwracać do dziecka?

 

Rodzicielstwo potrafi wystawić na próbę cierpliwość nawet najspokojniejszej osoby. Każdy opiekun małego dziecka wie, że wychowanie to wspaniała, ale bardzo wyboista droga. Czasami rodzice zastanawiają się, czy ich komunikaty w ogóle docierają do dzieci, albo wręcz – dlaczego nie docierają. Okazuje się bowiem, że niezwykle ważne jest nie tylko to co mówimy, ale również jak mówimy.

Choć każdy opiekun dziecka doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że maluch dopiero uczy się pewnych rzeczy (na przykład, komunikowania się z otoczeniem), niekiedy zdarza nam się zapominać, że dzieci naprawdę wielu kwestii nie są w stanie zrozumieć. Dlatego my, jako ich opiekunowie musimy zrobić wszystko żeby jak najlepiej objaśnić im świat oraz reguły, jakie nim rządzą. Ale jakim głosem i tonem trzeba się zwracać do malucha, żeby nasze słowa do niego docierały?

Po pierwsze, zarówno głos, jak i ton musza być dostosowane do wieku malucha. Jeśli mówimy do niemowlęcia albo bardzo małego dziecka, możemy posługiwać się nieco innym głosem niż podczas rozmowy z innymi osobami. Zazwyczaj ludzie w sposób naturalny nieco podnoszą głos gdy komunikują się z maluszkiem. Ważne jednak jest, aby nie przesadzić. Wcale nie jest wskazane piszczenie, mlaskanie i zmiękczanie i stwarzanie słów, które nie istnieją (na przykład: „chces suchalka? Ti ti ti ti, słodziutki! Chces suchalka?”). Taki sposób komunikowania się z małym dzieckiem nie jest potrzebny. Maluch przecież cały czas słyszy, jak rozmawia się wokół niego i nie trzeba aż tak bardzo zmieniać swojego tonu [1, 2].

Po drugie, głos i ton powinny być dostosowane do aktualnej sytuacji. Jeśli nie dzieje się nic nadzwyczajnego i opiekun po prostu rozmawia z maluszkiem, głos powinien być spokojny, a ton nie podniesiony. Warto używać poprawnych słów, ale składać krótsze, nieco prostsze zdania i proste komunikaty. Warto też powtarzać wcześniej wypowiedziane słowa, ale zastępować je synonimami. Na przykład: do małego dziecka nie warto zwracać się dokładnie tak jak do dorosłego (o ile ktoś z dorosłych tak mówi): „mój potomku, prosiłabym się teraz abyś dokonał wyboru żywieniowego, a mianowicie – jaki rodzaj przekąski chciałbyś teraz spożyć?”. Zamiast tego lepiej spokojnie powiedzieć: „chcesz jeść? Jesteś głodny? Mniam, mniam. Co wolisz? Jabłko, czy soczek? Jabłko, czy soczek?” [1, 3].

Jednocześnie, warto pamiętać, że małe dzieci lubią pewnego rodzaju przesadę, dlatego w sytuacjach śmiesznych, podczas wspólnej zabawy, wygłupów warto użyć nieco bardziej zaawansowanej moderacji głosu i okazać emocje. Najlepiej oczywiście te radosne. Warto poeksperymentować z wysokim i niskim tonem głosu udając mowę którejś z zabawek, albo dodać do wypowiedzi więcej ekspresji. Jednak w codziennych sytuacjach można powrócić do swojego zwykłego tonu.

Niestety, w czasie wychowywania dzieci zdarzają się również chwile trudne. Warto podzielić je na dwa typy. Pierwszy typ to takie sytuacje, w których dziecko nie przestrzega zasad, jakie ustaliliśmy. Na przykład, rysuje po ścianie, choć wyraźnie powiedzieliśmy mu, że nie wolno tego robić. W takiej sytuacji nasz ton powinien być stanowczy i zdecydowany. Dziecko nie weźmie na poważnie komunikatu, jeśli jego treść nie będzie spójna z tonem. Na przykład, jeśli rozbawi nas jego działanie i poprzez śmiech będziemy mu mówić, że jest nam bardzo przykro, że porysowało ścianę, maluch uzna to za świetny dowcip. Pomimo jednak stanowczości, którą należy zachować, pod żadnym pozorem nie wolno na dziecko krzyczeć. Krzyk ma tylko jedną zaletę, a mianowicie – daje ujście emocjom rodzica; poza tym ma same wady. Dziecko, na które się krzyczy nie będzie grzeczniejsze, czy bardziej posłuszne. Zamiast tego może stracić poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do rodzica; może się go zwyczajnie bać [4].

Istnieje jednak drugi rodzaj niepożądanej sytuacji, z którą rodzic może mieć do czynienia podczas opieki nad dzieckiem. A mianowicie, sytuacje zagrażające zdrowiu lub nawet życiu dziecka. Klasyczną sytuacją tego typu jest dziecko biegnące w stronę ulicy. W takiej chwili nie należy decydować się na półśrodki, ani wysyłać do malucha długich komunikatów („och synu, dlaczego znowu biegniesz na ulicę, skoro tyle razy mówiłam ci żebyś tak nie czynił?”). Jest to sytuacja skrajna i dlatego należy w niej wykorzystać skrajne środki, nawet takie jak krótki krzyk (na przykład: „stop!”). Krótki, szybki, głośny komunikat powinien zwrócić uwagę malucha na tyle, że zatrzyma się w miejscu. Wtedy zadaniem rodzica jest jak najszybsze zadziałanie i zapewnienie mu bezpieczeństwa (podbiegnięcie, przytrzymanie malucha), a następnie – co bardzo ważne – przejście ponownie na spokojny, choć zdecydowany ton głosu. Nie wolno na dziecko krzyczeć w chwili, w której zagrożenie już minęło, ponieważ w naszych ramionach maluch powinien się czuć bezpieczny, a nie zagrożony. Z całą pewnością również nie zrozumie, że krzyczymy, bo baliśmy się o jego życie.

Podczas porozumiewania się ze swoim dzieckiem warto nie tylko dostosować do komunikatu odpowiedni ton głosu, ale również przestrzegać prostych zasad porozumienia bez przemocy, czyli tak zwanego NVC (nonviolent communication). Taki rodzaj komunikacji zakłada, że opiekun i dziecko są w stanie nawiązać ze sobą wartościową relację słowną, jeżeli skupią się na realizacji czterech kroków: po pierwsze, w rozmowie z dzieckiem należy skupić się na faktach i obserwacjach. Na tym etapie dziecko musi być aktywnym uczestnikiem rozmowy; nie może być tak, że tylko rodzic wypowiada się na temat tego, co zaobserwował (na przykład, podczas wspomnianego powyżej rysowania po ścianach rodzic nie może być jedyną osobą, która komentuje to, co się wydarzyło) [5].

Na drugim etapie komunikacji powinno dojść do wyrażenia uczuć (jak rodzic i dziecko czują się w związku z tym, co się wydarzyło). Trzeci krok to odniesienie się do potrzeb. Każde działanie jest ich następstwem, dlatego warto z dzieckiem rozmawiać o potrzebach, ponieważ dzięki temu uczy się, jak można je zaspokajać jednocześnie nie przeciwdziałając potrzebom innych ludzi. Ostatnim etapem komunikacji powinno być wyrażenie prośby. Posługując się obranym powyżej przykładem, po zakończeniu poprzednich kroków rozmowy, rodzic powinien poprosić dziecko, aby więcej nie rysowało po ścianie. Podczas przebiegu tak prowadzonej rozmowy również ton i głos należy dostosować do komunikatu [5].

Wprowadzenie do życia powyższych prostych reguł ułatwi opiekunowi dziecka porozumiewanie się z nim oparte nie na krzyku, lecz na wzajemnym szacunku i zrozumieniu.

 

Bibliografia

 

  1. Cooper, R. P., & Aslin, R. N. (1994). Developmental Differences in Infant Attention to the Spectral Properties of Infant‐directed Speech. Child Development, 65(6), 1663-1677.
  2. Zangl, R., & Mills, D. L. (2007). Increased Brain Activity to Infant‐Directed Speech in 6‐and 13‐Month‐Old Infants. Infancy, 11(1), 31-62.
  3. Singh, L. (2008). Influences of high and low variability on infant word recognition. Cognition, 106(2), 833-870.
  4. Makiewicz-Asiedu D. (2017). O czym mówi ton głosu. Pozytywne Wychowanie, 3, 6: 1.
  5. Porozumienie bez Przemocy (2018). Nonviolent Communication. Strefa Porozumienia Bez Przemocy: http://strefapbp.pl/nvc

Adaptacja jako przełomowy moment rozwojowy w życiu dziecka

Pierwszy dzień, pierwszy tydzień, pierwszy miesiąc – nim każdy z rodziców się obejrzy, ich pociecha jest już w świecie kreatywności, zabawy i ciągłego rozwoju. Poznaje świat każdym swoim zmysłem, zdobywa nowe umiejętności, poznaje nowych przyjaciół – jednym słowem, rozpoczyna zupełnie nowy rozdział w swoim życiu. Nie ma znaczenia ile lat ma maluch – czy jest 6-miesięcznym niemowlęciem, czy 3-latkiem. Dla każdego z nich jest to zupełnie nowa sytuacja, z którą musi poradzić sobie tak naprawdę cała rodzina.

Co bardzo często czują rodzice odprowadzając do żłobka swoje dziecko pierwszego dnia?
Ich uczucia można porównać do kalejdoskopu – są aż tak zróżnicowane. Strach, niepewność i niepokój przeplatają się z wątpliwościami co do słuszności wyboru. Rozterka, która pojawia się w sercach rodziców często przejmuje kontrolę nad pozostałymi emocjami, które powinny towarzyszyć temu ważnemu dniu w ich życiu. Wyrzuty sumienia i obawa o bezpieczeństwo dziecka to w wielu przypadkach emocje, które wręcz paraliżują mamę i tatę w momencie podejmowania decyzji o zaprowadzaniu dziecka do żłobka. Żadne z tych uczuć nie jest jednak bezpodstawne. Każdy kochający rodzic ma prawo ich doświadczać i nie powinien czuć się z tego powodu winny.

Czy jest jednak szansa na to, żeby było inaczej? Co innego mogą czuć rodzice odprowadzający do żłobka swoje dziecko pierwszego dnia?
Myśli rodziców nie muszą być zmącone niepokojem – zastąpienie go zaufaniem i harmonią uczuć spowoduje, że dobrze poczują się nie tylko oni, ale i samo dziecko. Pierwsze dni w nowym miejscu mogą służyć temu, aby zbudować w sobie piramidę samych pozytywnych odczuć. Obserwacja pracy opiekunów, sposobów radzenia sobie w różnych sytuacjach, zachowań dziecka i jego naturalnego procesu przystosowywania się do nowego środowiska pozwolą swobodniej wejść w nowy rozdział życia. Ponadto, świadomość wpływu przebiegu procesu adaptacji na późniejsze kontakty społeczne dziecka będzie tutaj ogromnie ważna. Psychologowie podkreślają, że utrwalają się one na początkowym etapie rozwoju i oddziałują na dalsze funkcjonowanie w świecie. Konieczne jest pamiętanie też o tym, że prawidłowo zorganizowany i kierowany proces adaptacji staje się pozytywnym stymulatorem zmian rozwojowych malucha.

O czym powinni pamiętać rodzice w trakcie trwania procesu adaptacji?
Bardzo ważną kwestią jest budowanie pozytywnego obrazu miejsca, do którego dziecko będzie uczęszczało. Wspólna radość i życzliwe stwierdzenia ze strony rodziców mają ogromne, jeśli nie najważniejsze, znaczenie. Dziecko, widząc że miejsce, do którego się udaje, kojarzy się każdemu członkowi rodziny z czymś pozytywnym, buduje również jego dobry obraz w swojej głowie. Inną, niezwykle ważną kwestią jest oswojenie się z nową sytuacją. Zarówno dziecko, jak i rodzice uczą się nowego harmonogramu dnia, kształtują nowe przyzwyczajenia i poznają to, z czym dotąd nie mieli styczności. Poznają się nawzajem jeszcze raz – tym razem w nowych okolicznościach.

Rozłąka czasem nie jest łatwa, ale z drugiej strony zaufanie, którym rodzice mogą obdarzyć opiekunów staje się tu fundamentem. Ponadto, z tyłu głowy mamy i taty powinna znaleźć się myśl, że to wszystko dzieje się dla dobra i pozytywnego rozwoju dziecka. Pozwolenie mu na odkrywanie świata to tak naprawdę otwarcie przed nim drzwi do najpiękniejszej przygody, zwanej życiem.

Dlaczego warto wybrać żłobek?

Pierwsze miesiące życia dziecka to dla rodziców jeden z najpiękniejszych okresów ich egzystencji. Jest to czas budowania intymnej więzi, poznawania nowych emocji, uczenia się nowych rzeczy o sobie samym i o tej małej istotce, która pojawia się w domu. Zmęczenie, niewyspanie czy inne, niekomfortowe odczucia tracą na znaczeniu w obliczu pierwszego uśmiechu i wzroku skupionego na twarzy rodziców. Liczy się każda chwila spędzona razem i wzajemne doświadczanie codziennej radości.

O ile kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu kobiety częściej poświęcały swoją pracę zawodową na rzecz wychowywania dzieci i opiekowania się domem, tak teraz styl życia zmienił się diametralnie. Po okresie urlopu macierzyńskiego świeżo upieczone mamy najczęściej chcą wracać do swoich miejsc pracy lub szukają nowego zatrudnienia. Cała rodzina staje wówczas przed trudnym wyborem dotyczącym tego, pod czyją opieką powinno znaleźć się dziecko. Babci, opiekunki czy żłobka? Ten wybór nie jest łatwy i należy rozważyć wiele czynników, które będą miały wpływ na dalsze funkcjonowanie dziecka. Mamy powinny też pamiętać o tym, że dziecko jest szczęśliwe wtedy, gdy ona jest zadowolona z siebie i realizuje swoje zamierzenia.

Babcia jest dla wnuków jedną z najukochańszych osób na świecie. Potrafi rozpieszczać jak nikt inny i ulegać namowom maluchów czy starszaków. To z nią wiążą się piękne wspomnienia z dzieciństwa, które zostają na zawsze. Babciom trudno jednak zachować obiektywizm, jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem i jego wychowanie. Ich zachowanie jest ukierunkowane przede wszystkim bezgraniczną miłością, która umie przymykać oko na wiele spraw.

Bywa też często tak, że babcie są nadopiekuńcze i trudno temu zaprzeczyć. Kochają swoje wnuki nad życie i czasami trudno jest im zaakceptować to, że rodzice mają inną strategię wychowawczą niż ta, która sprawdzała się dziesiątki lat temu. Nadopiekuńczość potrafi być prawdziwą zmorą nie tylko dla młodych mam i ojców. To również nic dobrego dla samego dziecka. Rozpierająca energia, chęć poznawania świata i konieczność jego pełnego eksplorowania bywają tłumione już w zarodku. Babciom zdarza się bowiem wyręczać wnuki niemalże w każdej sytuacji, a tak nie powinno się dziać. To dziecko musi samo sobą doświadczać nowych rzeczy – po to, żeby móc w pełni uczestniczyć w każdej sferze życia.

Drugą opcją przy wyborze opieki nad dzieckiem jest niania. W tym przypadku należy pamiętać, żeby nie była to przypadkowa osoba. Jej wybór powinien być poprzedzony długą rozmową, poruszającą najważniejsze dla rodziców kwestie oraz obserwacją jej pracy. Warto współpracować z nianiami, które posiadają specjalistyczne wykształcenie oraz mają doświadczenie w swoim zawodzie. Przydatne będą tutaj na pewno pozytywne referencje od innych rodziców czy opinie znajomych. Niania przejmuje zazwyczaj opiekę nad dzieckiem w momencie, gdy rodzice wychodzą do pracy.

Przez kilka godzin dziennie jest osobą, której zadanie skupia się na opiece i zaspokajaniu podstawowych potrzeb malucha oraz dbaniu o jego prawidłowy rozwój. Pytanie tylko – czy to wystarczy? Nawet najlepsza niania nie zastąpi dziecku kontaktów z rówieśnikami. Nie będzie bawiła się w taki sam sposób jak robią to, nie tylko równi wzrostem, ale i poziomem rozwoju, koledzy i koleżanki. Pod opieką niani dziecko niekoniecznie dowie się na czym polega naturalna rywalizacja i budowanie więzi społecznych z rówieśnikami.

Trzecią drogą opieki nad dzieckiem jest żłobek. Jest to miejsce, w którym dziecko ma okazję spędzać czas z rówieśnikami, ale też dziećmi młodszymi i starszymi. W dobrej placówce przebywa po opieką wykształconych pedagogów i opiekunów. Zespoły, które buduje się w żłobkach nigdy nie są przypadkowe. Dobór opiekunów odbywa się na podstawie restrykcyjnych kryteriów, dzięki którym rodzice mogą być spokojni, że ich dzieci przebywają w dobrym dla nich środowisku. Owszem, nie zawsze i nie wszystkie zachowania są bezbłędne, ale opiekunowie, stanowiący zgrany zespół wzajemnie się obserwują i weryfikują swoją pracę. Dzięki takiej wzajemnej ewaluacji, mogą jeszcze lepiej wykonywać swoją misję, jaką jest nie tylko opieka nad dziećmi, ale również kształtowanie nowych umiejętności i włączanie ich w życie społeczne.

Bardzo często w żłobkach, oprócz podstawowej kadry opiekuńczej, jest również dostęp do psychologów, pedagogów czy logopedów. Może nie na co dzień, ale kilka dni w tygodniu obserwują dzieci, identyfikują ewentualne problemy czy wykluczają niepokojące sygnały. Ich praca polega na wspomaganiu prawidłowego rozwoju dziecka we wszystkich możliwych strefach. Odpowiednio dobrana kadra pedagogiczna i dodatkowa to klucz do sukcesu funkcjonowania dobrego żłobka.

W takim miejscu dziecko będzie czuło się bezpiecznie i komfortowo. Rodzice z kolei, nawet po trudnym dla nich czasie adaptacji [pod tym słowem można podlinkować poprzedni artykuł], poczują zaufanie i łatwiej będzie im się pozbyć wszystkich negatywnych emocji, które mogą pojawić się w sytuacji rozłąki z dzieckiem.

Adaptacja w żłobku z perspektywy dziecka

Proces adaptacji w żłobku można rozpatrywać z dwóch perspektyw. Z jednej strony stoi zatroskany rodzic [link do poprzedniego artykułu], z drugiej dziecko, które wkracza w zupełnie nowy dla siebie świat. Jest to świat, z którym do tej pory nie miało do czynienia – jest w nim tak wiele nowego, nieznanego i fascynującego. Patrząc na swoją nową sytuację dziecko może odczuwać wiele emocji, których do tej pory nie doświadczało. Nie do końca jest jeszcze z nimi obeznane, jego reakcje nie są jeszcze usystematyzowane, a uczucia nie dają się wyraźnie podzielić na pozytywne i negatywne. W momencie pójścia do żłobka dziecko wchodzi w zupełnie nowy okres swojego rozwoju – staje się czynnym uczestnikiem życia społecznego.

Z punktu widzenia tego małego człowieka, adaptacja może przebiegać dwutorowo – być okupiona płaczem i żalem albo całkowitą akceptacją nowej sytuacji. Bez wątpienia, w obu przypadkach, kluczową rolę odgrywają zachowania rodziców. Zarówno te w domu, jak i w samym żłobku. Rodzice powinni dążyć do tego, żeby proces adaptacji był dla dziecka czasem zmian, w które wchodzi przygotowane i z otwartym umysłem.

Oczywiście wiele zależy też od poziomu emocjonalnego dziecka, w którym znajduje się ono w momencie pójścia do żłobka. Inaczej wygląda to u malucha, który skończył pierwszy rok życia, a inaczej u dwu- czy trzylatka. W pierwszym przypadku dziecko, mimo że jest młodsze, łatwiej przechodzi proces rozłąki z rodzicami. Chętnie podejmuje interakcję z rówieśnikami i ekscytuje się tym. Mając dwa lata i więcej jest już bardziej świadome samego siebie i swojego otoczenia. Może odczuwać większy niepokój w obecności obcych osób, pewniej czuje się będąc koło mamy czy taty. Poznanie nowych towarzyszy zabaw i współpraca z nimi mogą być wydłużone w czasie.

Wielokrotnie powtarzającą się sytuacją w żłobku jest płacz, krzyk i niechęć pozostania dziecka w tym miejscu. Najgorszym co może się w takim przypadku stać jest odzwierciedlenie tych uczuć przez rodzica, który odprowadza dziecko. Widząc podobną reakcję u mamy czy taty nie ma praktycznie szansy na to, żeby rozstać się z maluchem na tych kilka godzin bez smutku. Zdarzają się sytuacje, w których dziecko płacze, ale gdy tylko zobaczy swoich rówieśników, ulubionych kolegów czy koleżanki, przygnębienie i żal mijają. Łzy, bunt i sprzeciw, które się pojawiają mogą mieć na celu wymuszenie czegoś od rodziców, którzy w obliczu „nieszczęścia” dziecka są bardziej podatni na jego „manipulację”. W skrajnych przypadkach może zdarzyć się tak, że rzeczywiście dziecko nie jest przygotowane emocjonalnie do tak dużej zmiany w swoim życiu. Wówczas rodzice powinni otrzymać stosowną informację od opiekunów ze żłobka i pomyśleć nad innym rozwiązaniem, które nie będzie nadwyrężało tak poważnie emocji ich dziecka.

Dziecko, które jest przygotowywane do nowej sytuacji przez rodziców, łagodniej wejdzie w proces adaptacji. Bardzo często mają miejsce sytuacje, w których dzieci niemalże nie zauważają zniknięcia rodziców. Przychodząc do żłobka i mając w głowie to, że spotkają tutaj swoich rówieśników i kompanów do zabawy, całkowicie poddają się rytmowi dnia. Bywa że tęsknią za rodzicami i dają to po sobie poznać, ale te uczucia nie są dominujące. Potrafią świetnie zająć się zabawą czy zajęciami edukacyjnymi i praktycznie nie zauważają, kiedy mija czas pobytu i nadchodzi moment ponownego spotkania z rodzicami. Moment, w którym wszystkie troski znikają.

Dzieci niewątpliwie odczuwają zmiany inaczej niż osoby dorosłe. Bywają podenerwowane, niepewne tego co może się przydarzyć, mogą czuć się zagubione. Rodzice powinni zatem zwracać baczną uwagę na niepokojące sygnały, a przede wszystkim skupiać się na budowaniu pozytywnych emocji.

Powrót mamy do pracy – bez obaw i z uśmiechem na twarzy Mamo!

– czas na Twój powrót do pracy i realizację swoich planów
Mama wraca do pracy

Czas po narodzinach ukochanego dziecka to dla rodziców okres pełen szczęścia i spełnienia. Każdy nowy dzień to poznawanie się nawzajem – swoich emocji, uczuć i pragnień. Z jednej strony dziecka, a z drugiej rodziców wzajemnie i siebie samych – indywidualnie. Jest to czas rozpoznawania zasięgu swoich sił i ograniczeń. Wszyscy razem zaczynają tworzyć nową, coraz bardziej zorganizowaną drużynę, której zadaniem jest wspólne kroczenie przez życie.

Kobiety w Polsce decydują się najczęściej na roczny urlop macierzyński, a obecnie wg statystyk ZUS przebywa na nim ok. 350 tysięcy kobiet. Gdy dobiega jego kres, mamy albo wracają na swoje poprzednie stanowiska, albo szukają nowego zatrudnienia. Wiele z nich zakłada również własną działalność, na którą pomysł rodzi się nierzadko właśnie w trakcie urlopu macierzyńskiego, a czasami nawet i wcześniej. Spora część mam, mimo że czas spędzony z maluszkiem jest dla nich najwspanialszy, chce być aktywna zawodowo. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w ostatnich latach nie ma dużej różnicy pomiędzy procentem pracujących kobiet i mężczyzn w wieku produkcyjnym – ok. 70% kobiet jest aktywnych zawodowo i ok. 78% mężczyzn. Widoczny jest zatem trend, że kobiety coraz rzadziej zostają teraz w domu i są całkowicie zależne od swoich mężów czy partnerów.

Z jakimi obawami stykają się mamy wracające do pracy?

Mogą przede wszystkim mieć poczucie luki zawodowej. W wielu zawodach nawet kilka miesięcy przerwy to już naprawdę dużo. Szczególnie taka sytuacja ma miejsce w przypadku wysokich pozycji zawodowych i branż, w których bardzo szybko zmieniają się jej realia i wymagania.
Przed pójściem na rozmowę kwalifikacyjną rodzice stają też przed dylematem, związanym z opieką nad dzieckiem. Zanim oboje w pełni powrócą do aktywności zawodowej muszą przygotować dla swojego dziecka odpowiednie zaplecze – w postaci żłobka [link do artykułu dlaczego żłobek] czy innej formy opieki. Zarówno mama, jak i tata muszą mieć komfort myśli i wiedzieć, co dzieje się z ich dzieckiem.

Wiele mam boi się też rozłąki z maluchem. Jest to naturalne uczucie, ale z drugiej strony powinny mieć na uwadze to, że ich zachowania rzutują na zachowania dzieci. Płacz i okazywanie smutku w trakcie rozstania z dzieckiem nie będzie miało pozytywnego wpływu chociażby na adaptację w żłobku.

Czy naprawdę jest się czego bać?
Rodzice, którzy decydują się na żłobek, jako formę opieki nad dzieckiem w czasie, w którymi oni są w pracy, nie muszą mieć żadnych obaw. Dobrze wybrane miejsce jest dla ich pociechy fantastyczną przestrzenią nie tylko do zabawy, ale i do prawidłowego rozwoju.
Realizujący się zawodowo rodzice, spełniające się mamy i zadowoleni z siebie ojcowie wnoszą do rodziny nowy pozytywny pierwiastek. Radość, która towarzyszy mamom wracającym do pracy może być w łatwy sposób przeniesiona na jej otoczenie – na dom, męża i dziecko. Dzięki temu też maluch szybciej staje się samodzielny, zdobywa nowe doświadczenia, nawiązuje lepszą więź z tatą, który pokazuje mu świat z innej perspektywy.

Ponadto, jak wspomina w rozmowie z portalem Dzieci są ważne, psycholog Monika Lipowska-Hajduk, „(…) kiedy dziecko będzie widziało, czuło szczęśliwą, spełnioną matkę, będzie spokojniejsze, bardziej zadowolone, a przede wszystkim będziemy uczyć je określonych postaw, szacunku do własnej osoby – a to zaprocentuje w jego dorosłym życiu.”
Zarówno mamy, jak i ojcowie muszą też pamiętać, że ograniczanie swoich kontaktów z innymi ludźmi nie będzie dla nich dobre. W pewnym momencie może pojawić się ich ogromny brak, co niekorzystnie wpłynie na sferę emocjonalną. Zajęcie się dorosłymi, a nie tylko dziecięcymi sprawami, jest ważne i należy być czujnym, żeby nie przegapić tego momentu, kiedy taka potrzeba się pojawia.

Podstawą wszelkich działań związanych z powrotem mamy do pracy jest przede wszystkim akceptacja jej decyzji ze strony rodziny. Wsparcie męża/partnera odgrywa tutaj ogromną rolę. Młode mamy powinny czuć, że ich chęć aktywności zawodowej jest absolutnie prawidłowa i w pełni aprobowana przez ich otoczenie.